Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agent of s.h.a.d.e.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agent of s.h.a.d.e.. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 listopada 2013

Komiks "Frankenstein, Agent of S.H.A.D.E." - gościnnie

Dziś udostępniam łamy CinemaFrankenstein Michałowi Chudolińskiemu, znawcy komiksów. Zapraszam do lektury ciekawego artykułu jego autorstwa, o serii komiksowej "Frankenstein, Agent of S.H.A.D.E.", której bohaterem jest oczywiście moja ukochana postać - monstrum Frankensteina. W dalszej części wpisu także najciekawsze (moim zdaniem) kadry z kart komiksu, a teraz oddaję głos Michałowi...


Mało kto wie jak silna jest tradycja grozy w komiksach DC Comics. Jeszcze zanim Alan Moore zaczął pisać "Potwora z Bagien" po Lenie Weinie, a Neil Gaiman nie wymyślił swojej koncepcji Morfeusza, to w tym uniwersum królowały niegdyś tytuły przepełnione atmosferą horroru, takie jak „House of Mystery”. Mało tego, podobnie jak Marvel w latach 60., DC już wcześniej przenosiło klasyczne monstra na karty komiksów, aby superbohaterowie mieli godnych oponentów (nie mówiąc już o recyklingu idei – wcześniej wspomniany Potwór z Bagien jest właściwie ekologiczną odmianą potwora znanego z prozy Mary Shelley). Jednym z nich był Frankenstein, którego spopularyzował film z wytwórni Universal w ubiegłym wieku. Co ciekawe, do uniwersum DC wprowadzili go Edmond Hamilton i Bob Kane już w 1948 roku na kartach „Detectve Comics”, gdzie był głównym wrogiem… Batmana.

sobota, 25 sierpnia 2012

Seven Soldiers: Frankenstein

Podczas prac nad książką „Frankenstein 100 lat w kinie” zaledwie otarłem się o komiksy związane z postaciami szalonego doktora i monstrum jego pomysłu, wymieniając zaledwie kilka przykładowych tytułów. Komiksowe uniwersum Frankensteina okazało się bowiem na tyle rozbudowane, że musiałbym poświęcić kilka miesięcy na głębsze zapoznanie się z nim, dlatego wówczas tego zaniechałem, aby skupić się na stricte filmowej stronie mojej ulubionej postaci, z którą to stroną i tak walczyłem ostro przez prawie siedem lat. Dlaczego na blogu „cinemafrankenstein” mam zamiar pisać o komiksach? Ścieżki kina i obrazkowych historyjek od dziesięcioleci z sukcesem się krzyżują. W ostatnich latach w zawrotnym tempie rośnie ilość ekranizacji komiksów coraz bardziej odchodzących od prostych jak drut filmów dla nastolatków, i dających przykład na to, że postaci zaczerpnięte z historyjek obrazkowych nie muszą być płaskie jak kartka papieru, ich problemy mogą być jak najbardziej realistyczne i bliskie życiu, a przygody megawidowiskowe. Dość wymienić (co by o nich w KMF-owych 50 prawdach nie mówiono ;) dość ambitne Batmany Nolana, wzorcowy komikso-dramat „Watchmen” i wizualną perełkę „300” – obydwa Zacka Snydera, „Spider-Many” Raimiego (z pominięciem schrzanionej trójki), zachwycające formą zaczerpniętą z komiksu "Sin City" spółki Rodriguez & Miller, czy wreszcie marvelowskie „Iron-Man”, „Thor”, „Hulk”, „Kapitan Ameryka” i  ojca chrzestnego filmów komiksowych – „Avengers”! W Hollywood trwają prace nad ekranizacją komiksu Kevina Greviouxa „I, Frankenstein” (premiera w 2013 roku), a ja tymczasem odkryłem zamknięte w czterech zeszytach przygody monstrum Frankensteina według pomysłu Granta Morrisona (z rysunkami  Dougha Mahne), stanowiące odłam znacznie dłuższej serii zatytułowanej „Seven Soldiers”…