piątek, 6 lipca 2012

Max Landis + Shawn Levy = Frankenstein CGI?

Na stronie IMDb w planach filmowych Maxa Landisa i Shawna Levy’ego widnieje tajemniczy roboczy tytuł „Untitled Frankenstein Project”. Nie jest jeszcze znana ani data premiery (2013, 2014, może dalej?), ani obsada, ani – jak widać – tytuł, ale jest mocno prawdopodobne, że za projekt, o ile dojdzie on do skutku, odpowiedzialni będą: scenarzysta średniej, ale nienajgorszej „Kroniki” oraz reżyser kapitalnych „Gigantów ze stali”. Max jest synem Johna Landisa, z którym, jako współscenarzysta, pracował przy monster-movie „Deer Woman” z cyklu „Masters of Horror”. W filmografii Johna widnieje pamiętny „Amerykański wilkołak w Londynie”, więc, o ile przejął dobre filmowe geny, jest duża szansa, że Landis Jr. zamiesza w mitologii Frankensteina nie gorzej niż słynny ojciec w uniwersum wilkołaka. „Kronika” z 2011 roku, choć bardzo mocno zapożyczała z „Akiry” Katsuhiro Otomo, zahaczając niemal o plagiat, pokazała, że Max ma smykałkę zarówno do portretowania bohaterów, jak i wrzucania ich w widowiskowe okoliczności. Młody scenarzysta zanim przystąpił do napisania własnej wersji „Frankensteina” zapoznał się ponoć z klasyką Universalu i Hammera, a także powieścią Mary Shelley… 

Czy tak będzie wyglądać cyfrowe monstrum?
(fan-art z internetu)

Film Shawna Levy’ego ("Różowa Pantera", "Noc w muzeum") o wielkich robotach boksujących na ringach przyszłości był jedną z największych niespodzianek ubiegłego roku. Historia docierania się ojca z synem ukazana na tle turnieju robotów, wyciskała łzy wzruszenia w scenach dialogowych i wciskała w fotel podczas sekwencji walk. Połączenie dalekiego od taniego dydaktyzmu kina familijnego z futurystyczną wizją świata, fantastycznymi efektami CGI oraz humorem okazało się strzałem w dziesiątkę – „Gigantów ze stali” pokochały dzieciaki i polubili dorośli widzowie. 


Shawn Levy wypowiadając się na temat „Untitled Frankenstein Project” (20th Century Fox) zdradza, że zdjęcia mają powstać w Europie, a historia będzie opowiedziana z punktu widzenia Igora (taki film już powstał: „Igor” 2008 r. przyp. autor bloga ;). Ku mojemu zaskoczeniu reżyser ogłosił, że potwory (ma być ich więcej niż jeden) nie będą odgrywane przez aktorów w charakteryzacji, nie będzie lateksowych masek, nie będzie „kolesia z bliznami” ani kostiumów… Bazując na technologiach z „Gigantów ze stali” potwór po raz pierwszy w historii kina ma być w pełni cyfrowy (drobne elementy animowane komputerowo jak dotąd były obecne tylko w powstałym w 2004 roku „Van Helsingu” Stephena Sommersa). Potwór stworzony zostanie przy pomocy systemu Motion Control / Simul Cam, aktora nagranego na planie filmowym, w postprodukcji zastąpi w pełni cyfrowa kreacja. Patrząc na rezultaty osiągnięte w „Gigantach ze stali” jestem absolutnie spokojny o efekt końcowy i mocno trzymam kciuki za, ambitny miejmy nadzieję, projekt Maxa Landisa i Shawna Levy’ego.

 
Źródła informacji i zdjęć:

7 komentarzy:

  1. Sceptycznie podchodzę do CGI Monstrum otóż robota łatwiej jest zrobić w CGI niż człowieka.
    Nawet jeśli by się przyłożyli do kreacji monstrum, to zapewne wyszło by jak z Kongiem Jaksona, gdzie prawie cała kasa poszła na kreację małpy a reszta- to już wszyscy wiemy

    OdpowiedzUsuń
  2. Robot robotem - to był przykład świetnego wykonania postaci CGI w filmie przyszłego (miejmy nadzieję) reżysera "Frankensteina". Ja patrzę w przyszłość z wielkim zainteresowaniem, bo technologia komputerowa dojrzała do tego by wiarygodnie przedstawiać emocje, mimikę i ruchy cyfrowych postaci - patrz wspomniany King Kong i Gollum. Monstrum było juz na ekranie przedstawiane chyba pod każdą możliwą postacią: animacji poklatkowej, kukiełek, w dziesiątkach wymyślnych charakteryzacji, kreowane przez setki aktorów, teraz przyszła naturalna kolej na potwora (znak naszych czasów) animowanego cyfrowo i nie ma co się z tym boksować ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tylko że cała kasa poszła na konga i reszt filmu była co najwyżej średnia.

      Cyfrówka nie zastąpi prawdziwego aktora, gdzieś czytałem artykuł na ten temat i pisało w nim że np. robale z "Żołnierzy Kosmosu" wyglądają dobrze bo nie widzieliśmy ich wcześniej pod inną postacią.
      A cyfrowy człowiek (monstrum bądź co bądź nim jest) lub cyfrowe małpy z Jumaji walą po oczach CGI.
      Dalej, spójrz na Obcy Przebudzenie czy Godzilla vs Mechagodzilla 3, gdzie CGI i tradycyjne kostiumy, modele itp. nawzajem się uzupełniały i tak w większości scen Xenomorphy były aktorami w kostiumach ale w niektórych scenach (np. podwodnych) były modelami CGI. I temu mówią stanowcze tak.
      Nawet Bay w Transformersach wykorzystywał i CGI i tradycyjne efekty (np. w zbliżeniach na roboty.
      Może powiesz, że jestem staromodny ale takie jest moje zdanie CGI (przynajmniej w naszych czasach) nie odda takiego realizmu co kostiumy modele, jak coś jest CGI to widać że jest CGI, a np. kostiumy, animatroniczne modele jak na nie patrzymy to widać że stwór jest jest postacią "materialną" np. popatrz na film Anakonda gdzie użyto animatronicznych modeli i animatronicznym wężom niewiele brakuje do prawdziwych.

      Usuń
    2. Jak już zostało powiedziane, kilka w 100% stworzonych przy pomocy komputera (nie licząc ciężkiej roboty nieodzownego jak się okazuje Andy'ego Serkisa ;) - Gollum, Cezar czy w szczególności genialny moim zdaniem King Kong - to pełnoprawni i wiarygodni bohaterowie swoich filmów, nie czuć od nich sztuczności, trudno znaleźć w ich ruchach jakieś niedociągnięcia, i właśnie opierając się na tych trzech bardzo udanych przykładach uważam, że warto dać szansę cyfrowemu monstrum Frankensteina (jak zatrudnią Serkisa może być ciekawie).

      PS. Uwierz mi, że ja też jestem staromodny, wolę tradycyjne dekoracje, charakteryzacje, bohaterów z krwi i kości, wkurza mnie jak aktorzy grają do zawieszonej na sznurku piłki, w której miejsce wstawia się później cyfrową postać - zawsze widac w tym fałsz. Ale z drugiej strony nie cofniemy kijem wisły, dziś masowo stosuje się komputery, bo taniej i szybciej, nikt raczej nie zaryzykuje powrotu do praco/czasochłonnego klejenia miniatur i filmowania scen ataku na Gwiazdę śmierci kamerą zamontowaną na samochodzie. A szkoda ;)

      Usuń
    3. Tylko nie rozumiem czemu monstrum miało by być cyfrowe? Nie lepiej ucharakteryzować człowieka?
      Najbardziej się boję tego że wyjdzie coś takiego jak w "Jestem Legendą" (czyli monstrum wyjęte z gry na PS2)

      Usuń
  3. jezeli chodzi o cyfrowe postaci, to nie mozna zapominac o cezarze z najnowszej planety malp

    kelley

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny artykuł ale pobierz sobie program antyplagiatowy ze strony www.antyplagiat.net bo widziałem że ktoś kopiuje twoje teksty

    OdpowiedzUsuń