Podczas prac nad książką
„Frankenstein 100 lat w kinie” zaledwie otarłem się o komiksy związane z
postaciami szalonego doktora i monstrum jego pomysłu, wymieniając zaledwie kilka
przykładowych tytułów. Komiksowe uniwersum Frankensteina okazało się bowiem na
tyle rozbudowane, że musiałbym poświęcić kilka miesięcy na głębsze zapoznanie
się z nim, dlatego wówczas tego zaniechałem, aby skupić się na stricte filmowej
stronie mojej ulubionej postaci, z którą to stroną i tak walczyłem ostro przez prawie siedem
lat. Dlaczego na blogu „cinemafrankenstein” mam zamiar pisać o komiksach? Ścieżki
kina i obrazkowych historyjek od dziesięcioleci z sukcesem się krzyżują. W ostatnich
latach w zawrotnym tempie rośnie ilość ekranizacji komiksów coraz
bardziej odchodzących od prostych jak drut filmów dla nastolatków, i dających przykład
na to, że postaci zaczerpnięte z historyjek obrazkowych nie muszą być płaskie jak kartka papieru, ich
problemy mogą być jak najbardziej realistyczne i bliskie życiu, a przygody megawidowiskowe. Dość wymienić
(co by o nich w KMF-owych 50 prawdach nie mówiono ;) dość ambitne Batmany Nolana,
wzorcowy komikso-dramat „Watchmen” i wizualną perełkę „300” – obydwa Zacka Snydera, „Spider-Many”
Raimiego (z pominięciem schrzanionej trójki), zachwycające formą zaczerpniętą z komiksu "Sin City" spółki Rodriguez & Miller, czy wreszcie marvelowskie „Iron-Man”, „Thor”, „Hulk”,
„Kapitan Ameryka” i ojca chrzestnego filmów komiksowych – „Avengers”! W Hollywood trwają prace nad ekranizacją komiksu Kevina Greviouxa „I,
Frankenstein” (premiera w 2013 roku), a ja tymczasem odkryłem zamknięte w czterech zeszytach przygody
monstrum Frankensteina według pomysłu Granta Morrisona (z rysunkami Dougha Mahne), stanowiące odłam
znacznie dłuższej serii zatytułowanej „Seven Soldiers”…
