O ile Frankiego z "Hotelu Transylwania" udało mi się nabyć w polskim Burger Kingu (zobacz Potworna galeria #10), tak zabawki z McDonaldowego zestawu Happy Meal trzeba było ściągać aż zza Oceanu. Za kilka dolarów udało się kupić zestaw zawierający nie tylko Franka z walizkami, ale też Draculę z ruchomymi skrzydłami oraz Mumię Murraya, który po naciśnięciu guzika wyskakuje ze spodni - dosłownie. Wyprodukowane w Wietnamie (pewnie tylko przez pomyłkę nie w Chinach ;) zabawki mierzą od 10 do 12 centymetrów i wykonane są z plastiku. Frankie, po naciśnięciu jego głowy, rozpada się, podobnie jak w filmie po skoku do basenu, na kilka części. Zdjęcia całej paczki w dalszej części wpisu...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel transylvania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel transylvania. Pokaż wszystkie posty
sobota, 4 maja 2013
wtorek, 20 listopada 2012
Potworna galeria #10
Potwór Frankensteina bywał szary (filmy B&W) lub zielony, a niekiedy kolor jego skóry był nasz, ludzki, różowy. Zdecydowanie najrzadziej bywał niebieski, bo chyba tylko raz, w tegorocznym filmie "Hotel Transylwania" (wciąż w kinach - TUTAJ możecie zerknąć na moją recenzję). W USA do zestawów Happy Meal dodawane są zabawki z wyżej wymienionego filmu. Niestety, promocja nie dotarła do Europy, a w naszych kinach wciąż wydawane są kubki Coca-Coli z figurką Meridy Walecznej. Z odsieczą pospieszyła zreanimowana jakiś czas temu sieć Burger King, która do swoich hamburgerów dołącza wybrane postaci z "Hotelu Transylwania". Udało mi się zdobyć Frankiego (tu podziękowania dla mojego kolegi Ireneusza Jarząba za nabycie zabawki w niemieckim Burger Kingu). Przedstawiony poniżej gadżet jest imponujących rozmiarów, bo mierzy aż 21 centymetrów. Do tego jest niezwykle estetycznie wykonany i pomalowany żywymi kolorami. Na pierwszy rzut oka kolekcjonerska perełka! Ale zaraz, zaraz, przecież to tylko kawałek plastiku dodawany za free do hamburgera i frytek, gdzieś tu musi być haczyk...
sobota, 10 listopada 2012
"Hotel Transylwania" - recenzja
W Transylwanii stra… to znaczy
śmieszy!
Kino bardzo rzadko kpi z
klasycznych potworów, a jeszcze rzadziej robi to w pakiecie. Filmy parodiujące
Frankensteina, Drakulę, mumię i wilkołaka (czy też Człowieka-wilka jak kto
woli) oraz gościnnie niewidzialnego człowieka - praktycznie niezauważalne
epizody, można wyliczyć na palcach jednej ręki. Rok 1948 to slapstickowy, pełen
gonitw i klasycznych monstrów, „Abbott i Costello spotykają Frankensteina”,
potem kilka lat przerwy i kultowa animacja kukiełkowa „Mad Monster Party?” z
roku 1967. Następnie długo, długo nic i na ekrany kin trafia komedia przygodowa
„Łowcy potworów” („The Monster Squad” 1987 r.). Kolejne ćwierć wieku to cisza w
temacie i krzaczek samotnie turlający się po pustynnym pustkowiu. Gdzieś tam w
międzyczasie mignął tylko średnio udany, przygodowo-awanturniczy „Van Helsing”, próbujący powrócić do czasów
złotej ery Hollywood, ale płomień nadziei, nie dość że wątły, rozbłysnął tylko na
chwilę i równie szybko zgasł. Klasyczna
„drużyna potworów”, której epoka definitywnie się skończyła, weszła do szafy,
ustępując miejsca krwiożerczym bestiom z kosmosu: Predatorowi i Obcemu. Te dwie ikony kina science fiction na długie lata zawłaszczyły
srebrny ekran i „sympatię” widzów wyłącznie dla siebie. Sława kosmicznych
brzydali też w końcu nieco przygasła, a nieudane crossovery ze słowem „versus”
w tytule uświadomiły wszystkim, że jeden film jest za mały dla nich dwóch. W tym czasie „Classic
Monsters” cierpliwie czekali, aż widzowie za nimi zatęsknią, a producenci przypomną sobie o potencjale w nich drzemiącym. I choć prawdziwy
renesans przeżywa obecnie tylko Frankenstein, który pojawi się na pierwszym lub
drugim planie w kilku produkcjach zapowiadanych na 2013 i 2014 rok, samodzielnie nie jest w stanie zagwarantować
takiej porcji nostalgii, wzruszenia i grozy, jak w zestawie z mumią,
wilkołakiem i Drakulą, starymi kumplami z dawno minionych lat...
Klasyczne potwory kontratakują!
(Niewidzialny człowiek po raz pierwszy w 3D!)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


